„Dajmy sobie czas na pokochanie tej przestrzeni” – rozmowa z Dobruchną Chruścielewską, projektantką i architektką wnętrz
Rozmawiała: Olga Detlaf
Proszę opowiedzieć nam trochę o sobie. Czym się Pani zajmuje? Na czym polega Pani praca?
Wraz z mężem i zespołem tworzymy pracownię projektową DiiS Studio, zajmujemy się projektowaniem wnętrz i budynków, a ostatnio także ogrodów – ponieważ ogrody są trochę jak wnętrze, w którym rosną meble. Skończyłam studia w Irlandii, w Dublin Institute of Design. Przeprowadziłam się do Szczecina i tutaj staram się tworzyć wnętrza wyjątkowe, skrojone na potrzeby naszych klientów.
W jaki sposób podchodzi pani do tworzenia wnętrz? Czy są jakieś ogólne zasady, które należy zawsze stosować, czy jednak każdy projekt to coś zupełnie innego i nie da się przełożyć doświadczenia z jednego projektu na drugi?
Trzeba pamiętać o tym, że projektowanie wnętrza to proces. Każdy projekt to efekt rozmowy między trzema aspektami – funkcją, estetyką i indywidualnymi potrzebami mieszkańców. Te trzy elementy muszą ze sobą pracować, żeby powstało dobre wnętrze. A to wymaga czasu.
Dlatego każdy nowy projekt rozpoczynamy z klientem od analizy tych elementów. Zaczynamy oczywiście od funkcji, czyli czego użytkownicy od przestrzeni oczekują. Musimy się zastanowić, czy to będzie dom docelowy, czy tylko “na chwilę”, na jakiś etap w życiu. Rozmawiamy o tym, jakie ta przestrzeń musi spełniać zadania. Potem dopiero zastanawiamy się, gdzie ustawić meble w ramach tych konkretnie zdefiniowanych zadań.
Ważne jest, żeby nastąpiła zgodność między funkcją nadaną a funkcją faktyczną. Na przykład, jeśli ktoś regularnie je na kanapie oglądając telewizję, a my nie weźmiemy tego pod uwagę i zaprojektujemy wielki stół, to on nie będzie spełniał swojej funkcji nadanej – ta przestrzeń przestaje być wtedy użytkowa. Zamiast spożywać przy tym stole posiłki, będą gromadzić się na nim np. gazety – i taka będzie jego funkcja faktyczna. Czyli tak naprawdę straciliśmy dużą część przestrzeni, która mogła pełnić inne funkcje, np. domowego biura czy biblioteki.
Potem przechodzimy do estetyki, czyli tego, co nam się podoba. Chociaż często to, co nam się podoba, to wcale nie jest to, w czym się dobrze czujemy.
I wreszcie aspekt ludzki. Czyli z ilu członków składa się nasza rodzina,jakie mamy pasje, hobby, specjalne potrzeby, jaki jest nasz tryb życia, Dodatkową kwestią jest też zakładany budżet, często niewystarczający na spełnienie wszystkich marzeń.
Dopiero gdy złożymy te trzy elementy w całość, możemy mówić o jakimkolwiek projekcie wnętrza czy przestrzeni.
To brzmi jak wielki projekt. Ile trwa urządzenie takiego jednego mieszkania? Skoro do stworzenia projektu należy poznać domowe zwyczaje klientów, ich styl życia i plany na przyszłość, wydaje mi się, że musi Pani nawiązać naprawdę bliską relację ze swoimi klientami. Trzeba też chyba oddzielić jakoś siebie, swoje upodobania i preferencje od gustu i oczekiwań klienta. Jak Pani sobie z tym radzi?
To jeden z trudnych elementów w byciu projektantem.
Istnieją projektanci, którzy tworzą wizualizacje i rzuty, potem wręczają to klientowi i on zostaje z tym przepisem, który musi tworzyć sam. Trzeba zaznaczyć, że są też klienci, którzy dokładnie takiego podejścia oczekują, nie chcąc wprowadzać nikogo obcego zbyt głęboko do swojego życia.
Natomiast są także projektanci, którzy wchodzą głębiej, nawiązują relację z klientem i wraz z nim chcą stworzyć coś skrojonego idealnie pod jego potrzeby i upodobania. I wtedy takie projekty trwają dwa, trzy lata.
Dla mnie wejście w bliską relację z klientami jest bardzo ważne, ponieważ tworzymy wnętrze, w którym to oni będą użytkować, a nie ja. Oczywiście, to wnętrze musi być poprawne pod względem projektowym, nie może być tam błędów formalnych. Często tłumaczę klientom, dlaczego zaprojektowaliśmy niewielki detal w taki, a nie inny sposób – że finalnie przełoży się to na lepszy efekt wizualny i podniesie użytkowość przestrzeni. Ale ostatecznie to oni muszą być do tego przekonani. To zaufanie musi się gdzieś po drodze narodzić. Oni muszą zaufać mi – obcej osobie, która będzie im ustawiała rzeczy w mieszkaniu, a ja im – że uwierzą w moją “wizję” i w moją wiedzę, która pozwoli nam stworzyć wyjątkowe wnętrze właśnie dla nich.
Na szczęście nie zdarzyło mi się jeszcze, by stworzone przeze mnie wnętrze mi się nie podobało. To jest zawsze proces, który musimy przejść razem z klientem. W pewnym momencie to zaufanie się pojawia i rośnie. Dostaję wolną rękę w coraz większym zakresie. Bo to naprawdę nie jest proste – oddać obcej osobie swoją przestrzeń, swoje pieniądze i marzenia. I niech ona robi z tym, co chce.
Czy zdarzyło się pani, że mimo tego długiego procesu budowania zaufania klient nie był jednak do końca zadowolony?
Ze znakomitą większością moich klientów się przyjaźnię i odwiedzając ich, nie widzę jakichś dramatycznych zmian (śmiech). W związku z czym wnoszę, że tak nie było. Co więcej, zmieniając swoje mieszkania czy domy, klienci często do mnie wracają, i to już na etapie projektowania bryły nowego domu.
Różni ludzie mają różną estetykę. Czasem nie podejmuję się jakiejś realizacji, ponieważ nie czułabym się w niej dobrze. Jeśli nie polubimy się z klientem w sensie estetycznym, to nie rozpoczynamy współpracy, ponieważ byłaby to męczarnia i dla niego, i dla mnie.
Właśnie o te przyjaźnie chciałam zapytać, bo opisany przez panią proces rozpoznawania potrzeb, marzeń i stylu życia klientów jest tak długi i pogłębiony, że wydaje się wręcz niemożliwe, by ta przyjaźń się gdzieś po drodze nie zrodziła.
Wchodzę w ich życie naprawdę głęboko. Wiem na przykład, czy mają wspólną sypialnię, czy sypiają osobno. Czy jedzą wspólne posiłki, czy zapraszają często teściów i czy im to sprawia przyjemność. Bo to wszystko wpływa na to, jak żyją. Z mojego doświadczenia wynika, że ważne jest, żeby się lubić. Wtedy też łatwiej pewne rzeczy przedyskutować. Ja moich klientów bardzo lubię.
Pandemia sprawiła, że z dnia na dzień mieszkania, w których do tej pory głównie się bywało, stały się twierdzami, w których zmuszeni byliśmy pracować, uczyć się i odpoczywać. Nagle nasze domy stały się przestrzenią, w której zadziewają się praktycznie wszystkie aspekty życia. Pamiętam, że na samym początku pandemii w mediach pojawiało się sporo artykułów o tym, że Polacy zaczęli na gwałt remontować swoje mieszkania, ponieważ nagle okazało się, że nie spełniają one funkcji, którą z dnia na dzień musiały zacząć pełnić. Czy zauważyła pani zmianę w podejściu klientów do projektowania swoich mieszkań? Czy rzeczywiście myślą oni o domu inaczej – nie tylko jako o miejscu odpoczynku, ale także nauki czy pracy?
Nie trafiłam jeszcze na badania, które potwierdziłyby, że pandemia wysłała nas do sklepów budowlanych i meblowych. Myślę natomiast, że rzeczywiście przyszedł taki moment, kiedy większość ludzi nagle stanęła w obliczu tego, że ma dużo czasu (bo część osób chwilowo przestała pracować) i że są uwięzieni w przestrzeniach, które są ciężkie do zniesienia. Nagle okazało się, że pewnych spraw, które odwlekali, i jakoś specjalnie im to nie przeszkadzało, ponieważ przebywali w mieszkaniach krótko, nie da się już odkładać.
Nasze zmysły cały czas badają przestrzeń, w której się znajdujemy. Ciągle wysyłają i odbierają sygnały. Jeśli tych bodźców jest za dużo albo są one irytujące, a ciało ciągle musi je przetwarzać, to jesteśmy coraz bardziej zmęczeni. Myślę, że potrzeba, by wreszcie to skończyć i uporządkować naszą przestrzeń, rzeczywiście nastała.
O czym w takim razie powinniśmy pamiętać urządzając mieszkanie, skoro mogą zadziać się sytuacje, gdy nagle zaczyna ono pełnić zupełnie inną funkcję? Jak zachować zdrowy rozsądek i znaleźć równowagę między tym, jak nasze życie wygląda teraz, jak się spodziewamy, że może ono wyglądać za jakiś czas, a tym, co nam się podoba, na co nas stać? Jednocześnie żeby mieszkanie nie było dla nas źródłem stresu, nie przytłaczało ilością mebli, dekoracji czy posiadanych przedmiotów. Jak to mądrze rozegrać?
Zacznę od tego, czym jest założenie psychologii środowiskowej. Jest to związek, jaki człowiek tworzy ze swoim środowiskiem – związek dwustronny. A zatem sposób, w jaki my nadajemy kształt przestrzeni, jednocześnie kształtuje nas samych.
Człowiek, który stoi dzisiaj w obliczu zaprojektowania swojego mieszkania czy nawet remontu tej przestrzeni, ma przed sobą niezwykle trudne zadanie. Z jednej strony jest bombardowany ogromną ilością fotografii rezydencji z cudownymi meblami od designerów, które kosztują niewyobrażalne ilości pieniędzy, a z drugiej strony mamy codzienne życie, ze wszystkimi jego ograniczeniami.
No i jesteśmy tak uwięzieni gdzieś pośrodku. W gazetach wnętrzarskich piszą, że wnętrze musi być ponadczasowe. Jednocześnie firmy meblarskie tworzą kolejne trendy, żeby nam je sprzedać. To jest taka pułapka. Jedyny sposób, żeby zachować zdrowy rozsądek, to założyć, że i tak gdzieś popełnimy błąd, pewnie nie jeden, i przestać się tym tak bardzo przejmować.
Należy pamiętać o jednej rzeczy – że przede wszystkim to jest nasza przestrzeń. By żyło się nam w niej wygodnie, powinna być funkcjonalna i estetyczna. Traktujmy mieszkanie tak, jak wskazuje neuroarchitektura – niech będzie jasne i czyste. Zaprojektujmy je w taki sposób, żeby łatwo było przechowywać przedmioty, żeby można było pozamykać szafy, żeby nadmiar rzeczy i bodźców nas nie denerwował.
Utrzymujmy nasze przestrzenie w czystości. W mieszkaniach, w których panuje porządek, czujemy się lepiej. Twórzmy dużo miejsca do przechowywania. Zawsze więcej, niż nam się wydaje, że będziemy potrzebować.
Dokończmy remonty, te wszystkie drobne prace, jak przyklejenie ostatniego fragmentu listwy przypodłogowej czy zamontowanie kinkietu, by pozbyć się smętnego kabla ze środka ściany. Nie pędźmy za trendami. Postawmy pewną neutralną bazę, na której łatwiej nam będzie wymieniać rzeczy. I najważniejsze – dajmy sobie czas.
Jesteśmy zalewani ogromem programów dekoratorskich, w których w tydzień dzieje się cud i z mieszkania, które wczoraj było średnio estetyczne, powstaje mieszkanie, które na pierwszy rzut oka jest wow. Bo jest nowe i czyste.
I wydaje nam się, że tak to powinno wyglądać. Że powinniśmy kupić mieszkanie albo zrobić remont, wyrzucić wszystko, wstawić nowe i będziemy szczęśliwi. Tak to nie działa. Dajmy sobie czas. Dajmy sobie czas na pokochanie tej przestrzeni. Na znalezienie funkcji. Przyjrzyjmy się sobie, obserwujmy jak funkcjonujemy, czego potrzebujemy. Znajdźmy sobie dobrego architekta wnętrz (śmiech).
Ciąg dalszy rozmowy przeczytasz tutaj:
https://nest-design.eu/blog/wszystkie/proces-projektowania-jest-jak-tort-rozmowa-z-dobruchna-chruscielewska/