„Poszukiwania swojego stylu dobrze zacząć dużo wcześniej, jeszcze zanim zdecydujemy się na zakup czy budowę nieruchomości.” Rozmowa z Dochruchną Chruścielewską, projektantką i architektką wnętrz. Część 3.
Rozmawiała: Olga Detlaf
Jak poradzić sobie z dylematem, przed którym staje część osób urządzających mieszkanie, którzy z jednej strony chcieliby, żeby ich wnętrze było indywidualistyczne i pełne ważnych dla nich przedmiotów, a z drugiej strony marzą o spójnym, eleganckim wnętrzu jak z katalogu?
Musimy pamiętać o tym, że wnętrza, które widujemy w katalogach, to nie są wnętrza mieszkalne, tylko wnętrza pokazowe – stworzono je, żeby sprzedawać meble. To nie są wnętrza, w których ktoś mieszka.
Wnętrza dla mebli, a nie dla ludzi?
Właśnie tak. Przestrzenie te zostały zaprojektowane w taki sposób, aby umieszczone w nich meble bądź dodatki były najważniejsze i wyglądały jak najlepiej. Są cudownie nieskazitelne. Kolory, światło, poduszki i pledy są starannie ułożone, każdy element ma doskonale przemyślane, idealne miejsce. Być może istnieją na świecie ludzie z tak ogromną samodyscypliną i wewnętrzną potrzebą porządku, że uda im się funkcjonować pomiędzy taką doskonałością, ale ja nie jestem zwolennikiem bycia niewolnikiem własnego domu.
Jeśli chodzi o spójność estetyczną wnętrza, tu również ważna jest pewna doza zdrowego rozsądku. Życie byłoby straszne, gdybyśmy sztywno trzymali się jakiejś konkretnej estetyki czy stylu. Kiedy widzę zdjęcie domu lub mieszkania urządzonego z takim ekstremalnym podejściem, to często nie mogę pozbyć się wrażenia, że oglądam dekorację z planu filmowego lub sesji zdjęciowej. Wnętrze ma nam służyć, być przede wszystkim do mieszkania, a nie do oglądania przez innych.
Trzeba starać się zachować równowagę, żeby się w tym nie zagubić, bo wydaje mi się, że łatwo popaść w skrajności w takiej sytuacji.
Bez wątpienia. Uczestnicząc biernie w remontach znajomych i przyjaciół, którzy nie są moimi klientami, często obserwuję bardzo ciekawy schemat. Na samym początku intensywnie przeszukują internet, zbierają zdjęcia i inspiracje, mają mnóstwo pomysłów. Rysują plany, często nie w skali – wtedy ja jestem tym podłym człowiekiem, który mówi “słuchaj, ale to się tutaj nie zmieści” (śmiech). Są podekscytowani i odbywają niezliczone pielgrzymki do sklepów meblowych.
Kiedy na podłogach są już docelowe okładziny, ściany są pomalowane i zamontowana jest zabudowa kuchni, entuzjazm zaczyna gwałtownie znikać.
Pojawia się kanapa, bo przecież trzeba na czymś siedzieć, ale zasłony już nie. Zaczynają to odkładać w czasie, bo są zwyczajnie zmęczeni. Tych niedokończonych elementów jest więcej, brakuje kilku lamp, listew przypodłogowych czy półek. Z początkowego planu zostaje niewiele. W najgorszym scenariuszu inwestorzy zauważają, że podjęte już nieodwołalnie decyzje były błędne i wnętrze nie zmierza w dobrym kierunku. Wtedy zniechęcenie i frustracja odbierają energię i ciężko jest im znaleźć motywację, by projekt skończyć. Mieszkają w niedokończonych przestrzeniach… do kolejnego remontu.
Wypalają się?
Tak. Urządzenie domu to trudne zadanie. Trzeba, często bardzo szybko, podjąć setki decyzji, które wpływają na efekt końcowy. Elektryka, umiejscowienie gniazdek, kafelki, odcienie, podtony… To jest wyzwanie dla osoby, która zajmuje się tym zawodowo. A co dopiero dla kogoś, kto urządza mieszkanie pierwszy raz w życiu. Niestety, zdarza się, że wnętrza stworzone bez wiedzy i zrozumienia praw, jakimi rządzi się architektura wnętrz, mimo ogromnego włożonego w nie wysiłku i pieniędzy, są ostatecznie niezbyt udane. To może być bardzo frustrujące.
Jak uniknąć tego błędnego koła entuzjazmu i zniechęcenia?
Po pierwsze, w moim odczuciu wielu inwestorów zaczyna intensywnie poszukiwać swojego stylu i estetyki zdecydowanie za późno. Najczęściej jest to moment, w którym podpisują umowę rezerwacyjną bądź kupili mieszkanie lub dom. A wtedy są skazani na to, co jest w danej chwili modne. Nie mają czasu, by na spokojnie zastanowić się, co lubią i czego potrzebują. Poszukiwania swojego stylu dobrze byłoby zacząć dużo wcześniej, jeszcze zanim zdecydujemy się na zakup czy budowę nieruchomości… I ja wiem, że to rada kontrowersyjna.
By uniknąć najboleśniejszych i najkosztowniejszych pomyłek trzymajmy się jednej zasady: elementy trudno wymienialne i drogie (okładziny podłogowe, terakotę, glazurę, zabudowy meblowe itp.) starajmy się projektować neutralnie. Unikajmy szalonych kolorów, fug z brokatem i szalenie skomplikowanych zabudów sufitów z tysiącem halogenów. Przy całej reszcie dobrze się bawmy, a nóż widelec, puf w lamparci, neonowy wzór skradnie nam serce na dobre.
Co jeszcze powinniśmy zmienić w naszym podejściu do urządzania przestrzeni?
Jeśli mamy taką możliwość, kupujmy rzeczy dobrej jakości. Zdecydowanie lepiej wygląda na komodzie jeden ręcznie wykonany wazon niż kilka gorszych jakościowo, przeciętnych przedmiotów zbierających kurz.
Nie od razu Rzym zbudowano i nie wszystko musi być kupione od razu. Gdy chcemy w bardzo krótkim czasie urządzić mieszkanie, wpadamy w pułapkę kupowania rzeczy słabej jakości, które na pierwszy rzut oka wydają się “wystarczająco dobre”. Takie rzeczy, poza tym, że nie jesteśmy do nich w pełni przekonani, fatalnie się starzeją.
Jak poradzić sobie z kolorami? Czy ma Pani jakieś rady, jak mądrze podejść do kwestii koloru w domu?
Kolor to temat-rzeka. To ja może pokrętnie odpowiem, dużo więcej uwagi poświęcamy zazwyczaj kolorowi niż fakturze. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że o wiele łatwiej stworzyć harmonijne, przyjemne wnętrze, opierając się na fakturach, a nie na kolorach. Wizualność dominuje we współczesnych świecie, a zupełnie pomijamy haptyczność, dotykalność.
Tu ciekawostka, wzrok jest jedynym zmysłem, który można oszukać. Może nam się wydawać, że widzimy jedwab, ale gdy dotkniemy tego materiału, szybko okaże się, że było to tylko złudzenie.
To skupienie na kolorze chyba wynika z naszej niedojrzałości estetycznej. Tak jak dziecko, najpierw patrzymy na kolor, a dopiero potem na całą resztę.
Kolor to potężna broń w rękach inwestora, ale, tak jak każda broń, nieumiejętnie użyta może być przyczyną wypadku. Brak wrażliwości estetycznej i zrozumienia, czym jest podton, czym kolory dopełniające, jak działa koło barw, prowadzi zazwyczaj do powstania wnętrz męczących lub bardzo surowych. Jeśli chcemy dobrze mieszkać, a nie chcemy lub nie możemy zatrudnić architekta wnętrz, poświęćmy więcej niż chwilę na dobór koloru czy faktury, pouczmy się, poszukajmy różnorodnych rozwiązań.
Jak wybrać dobrego architekta wnętrz?
Gdy oglądamy portfolio architekta wnętrz, nie skupiajmy się tylko na tym, czy oglądane wnętrze nam się podoba, czy nie. Ta aranżacja powstała na potrzeby konkretnego klienta, została dopasowana do jego potrzeb i gustu. Estetycznie nie da się zaspokoić wszystkich.
Spójrzmy na te realizacje inaczej. Zastanówmy się, czy architekt dobrze rozwiązał problemy funkcjonalne, czy czuje proporcje, czy ma dobre oko do przedmiotu, czy podoba nam się, w jaki sposób buduje napięcie we wnętrzu. Starajmy się odseparować warstwę wizualną i dostrzec to, co kryje się “pod powierzchnią” .
Jeśli jest taka możliwość i projektowanie nie będzie odbywać się zdalnie, postarajmy się poznać projektanta osobiście jeszcze przed podjęciem współpracy. Dobrze jest się polubić, zanim zaczniemy do siebie dzwonić co najmniej raz dziennie (śmiech).